W wielu lakierniach proszkowych rozmowy o kosztach zaczynają się od materiału. Ile kosztuje proszek, ile da się odzyskać, ile zostaje w kabinie? To naturalny punkt wyjścia, ale rzadko prowadzi do realnych wniosków. Bo w praktyce największe straty nie wynikają z kosztu samego materiału, tylko z tego, jak przebiega aplikacja.
Lakiernia proszkowa bardzo często postrzegana jest jako proces „z natury oszczędny”. Brak rozpuszczalników, wysoka efektywność materiału i możliwość odzysku proszku sprawiają, że na pierwszy rzut oka trudno wskazać miejsca, w których powstają realne straty. Jednak w codziennej pracy, przy detalach, które trudno równomiernie pokryć, przy nowych pracownikach, przy pracy zmianowej – pojawiają się obszary, które generują znaczne koszty.
Efektywność transferu, czyli ile proszku faktycznie trafia na detal
Jednym z często pomijanych, a jednocześnie najbardziej kosztotwórczych elementów procesu jest efektywność transferu proszku. W teorii większość materiału powinna trafić z aplikatora na detal lub do systemu odzysku. W praktyce znaczna jego część osadza się na filtrach, w kabinie lub na elementach instalacji.
Nie zawsze jest to od razu widoczne. Proszek „znika” stopniowo – przy każdym detalu, przy każdym przejściu. Szczególnie w lakierniach, które nie mają wydajnego systemu odzysku, oznacza to bezpośrednią stratę materiału. Ale nawet tam, gdzie odzysk działa poprawnie, każdy gram proszku, który nie trafia na detal za pierwszym razem, generuje dodatkowy koszt – energii, czasu i eksploatacji filtrów.
W praktyce różnica między dobrze ustawionym procesem a niestabilną aplikacją sprowadza się do jednego pytania: ile proszku faktycznie zostaje na detalu? To właśnie tutaj coraz większe znaczenie mają rozwiązania, które stabilizują parametry elektrostatyczne w trakcie aplikacji.
Jednym z takich rozwiązań są aplikatory Sames, które dzięki technologii TEC5 automatycznie dostosowują napięcie do warunków pracy. Z punktu widzenia operatora nie zmienia się wiele, ale z punktu widzenia procesu różnica jest wyraźna – system automatycznie dostosowuje przepływ proszku w zależności od odległości pistoletu do malowanego detalu i zapewnia, że proszek trafia na malowaną powierzchnię, a nie do kabiny.
Trudno dostępne miejsca, czyli gdzie zaczynają się poprawki
Każda lakiernia zna skomplikowane detale, które zawsze sprawiają problem. Zagłębienia, profile, ostre krawędzie – miejsca, w których proszek nie chce się osadzać w taki sposób, jak na płaskiej powierzchni.
W takich sytuacjach najczęściej pojawia się konieczność dodatkowej pracy. Lakiernik wraca do detalu, zmienia ustawienia oraz dokonuje czasochłonnych poprawek. Czasami oznacza to zatrzymanie procesu, czasami tylko wydłużenie cyklu. W obu przypadkach efekt jest ten sam – rośnie zużycie materiału i czas pracy.






