• ReklamaA1 - silpol v2

Szukaj

    ReklamaB1 - EcoLine 04.2021-12.2024 Bogumiła

    Artykuły branżowe

    Wydanie nr: 5(67)/2010

    Artykuły branżowe

    Antykorozja

    ponad rok temu  01.09.2010, ~ Administrator,   Czas czytania 6 minut

    Strona 1 z 3

    Ciężka antykorozja – w którą stronę?


    Zmieniają się czasy, zmieniają się ludzie. Zmieniają się ludzie, zmieniają się zwyczaje. Także w technice obejmującej zagadnienia antykorozyjne. Trudno dziś ocenić czy zmiany idą na lepsze, czy gorsze, można jednak i trzeba – nawet subiektywnie – pokusić się o prognozę przewidywanych kierunków zmian, choćby dlatego, że korozja będzie atakować jeszcze przez długie lata a antykorozja będzie musiała się jej przeciwstawiać, przy czym z coraz większą skutecznością.


    Dlatego warto już dziś przeanalizować możliwe warianty przyszłych sytuacji i podjąć próbę naszkicowania „nowej mapy” perspektyw antykorozji w jej mało widocznej, lecz wciąż istotnej „ciężkiej” odmianie. Bez wątpliwości głównym czynnikiem determinującym przyszłościowe relacje w branży będą potrzeby przemysłowe. Tak było zawsze i trudno sądzić, by na rynku pojawił się pozaprodukcyjny odbiorca wymagający materiałów i wykonawstwa robót z zakresu gumowania, laminowania czy kwasoodpornych wymurówek ceramicznych. Stąd wskazówka, by na perspektywę antykorozji spoglądać nie tylko od strony rozwoju produkcji materiałów ochronnych oraz sposobów ich stosowania, ale przede wszystkim od strony „potencjalnej konsumpcji” przyszłych użytkowników. Stwierdzenie niby proste i bezdyskusyjne, lecz o tyle istotne, gdyż do tej pory przynajmniej kilkakrotnie zdarzyło się, że próby ofensywy „od końca” były przyczyną strat i upadków gospodarczych. Tak było z już dawną próbą wdrażania produkcji blach ołowianych z dodatkiem srebra, które pozbawione „wad antymonowych” pojawiły się w momencie, gdy przemysł zrezygnował z ołowiu na rzecz gum butylowych. Można posłużyć się nieudanym przykładem forsowania technologii niklowania chemicznego wielkogabarytowej armatury przemysłowej, można też przypuszczać, że przyczyną ostatnich spektakularnych upadłości trzech firm ze świecznika światowej antykorozji stało zwykłe „przeinwestowanie”, czyli nakłady w sprzęt intensyfikujący możliwości aplikacyjne znacznie przerastające istniejące zapotrzebowanie rynkowe.

    905mapa_01.jpg

    Montaż wykładziny teflonowej.


    Obiektywnie rzecz biorąc, pole dla działań „ciężkiej antykorozji” zawęża się w tempie błyskawicznym. Farmacja, kosmetyka, przemysł spożywczy – ze względu na wymóg „sanitarnej czystości” – już dawno odstąpiły od stosowania „gumy i płytek” w urządzeniach technologicznych. Organiczna chemia procesowa obejmująca wytwarzanie półproduktów, barwników, klejów, impregnatów i setek innych wyrobów wypadła z listy odbiorców w wyniku praktycznej likwidacji tej branży. Podobnie – w wyniku transformacji gospodarczej – znacznie ograniczyły się potrzeby przemysłu chemii nieorganicznej, a tam, gdzie jeszcze on funkcjonuje powłokowaną stal z powodzeniem wypierają aparaty z tworzyw sztucznych. Jednocześnie praktycznie do zera spada produkcja nowej aparatury chemicznej z wykładzinami antykorozyjnymi. Te ubytki kompensuje rosnące zapotrzebowanie ze strony energetyki zawodowej a przede wszystkim powszechnych dziś instalacji odsiarczania spalin w elektrowniach. Zwiększa się zużycie materiałów ochronnych w urządzeniach „ekologicznych”, np. w oczyszczalniach ścieków, przetwórniach i spalarniach śmieci. Bez większych zmian – chociaż na stosunkowo niskim poziomie – pozostaje „front robót” obejmujący stacje uzdatniania wody, zbiorniki magazynowe chemikaliów oraz urządzenia transportowe, w tym cysterny kolejowe i drogowe. Przytoczone fakty nie oznaczają, że przyszłość antykorozji rysuje się w czarnych barwach, ale na pewno będzie inaczej i trudniej niż obecnie. Jeśli za punkt wyjściowy przyjąć przewidywaną strukturę potrzeb w dostawie materiałów i usług antykorozyjnych, to w odniesieniu do rynku krajowego można bez większego błędu postawić tezę, iż „materiałowo” zostaniemy wyparci przez produkty obcego pochodzenia. W odniesieniu do „gumy” perspektywa jest nieco paradoksalna, gdyż recepturowo, a tym samym i pod względem odporności chemicznej, polskie wykładziny gumowe w podstawowym asortymencie dorównują zagranicznym odpowiednikom. Bezdyskusyjnie natomiast przegrywają pod względem jakości wykonania, gdyż praktycznie w całości są produkowane w postaci arkuszy kalandrowanych, a tym samym zróżnicowanych grubościowo, z niejednolitą strukturą powierzchniową oraz wadami przekroju poprzecznego. Przegrywają też asortymentowo – głównie z powodu braku gum samowulkanizujących i specjalnych, w tym odpornych na ścieranie oraz posiadających własności antyadhezyjne.

    Komentarze (0)

    dodaj komentarz
    Aby dodać komentarz musisz podać wynik
      Nie ma jeszcze komentarzy...